Dziennik Andrzeja Dębkowskiego - Zapiski na skrawku... komputera

Żołnierze wyklęci...

 

   3 lutego 2011 roku ustanowiono Narodowy Dzień Pamięci o „Żołnierzach Wyklętych”. Przypada on 1 marca. Określenie to dotyczy żołnierzy podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, stawiających opór próbie sowietyzacji Polski i podporządkowania jej ZSRR w latach 40. XX wieku i powstało w 1993 roku – użyto go pierwszy raz w tytule wystawy „Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku”, organizowanej przez Ligę Republikańską na Uniwersytecie Warszawskim.

     Jest to niezwykle ważne, że po tylu latach udało się upamiętnić czyny tych, którzy częstokroć oddawali swoje życie za wolną i niepodległą Ojczyznę. Akcje większości oddziałów podziemia antykomunistycznego były wymierzone w oddziały zbrojne UB, KBW, MO oraz akcji ekspropriacyjnych.

     W sumie prawie 20 tysięcy żołnierzy zginęło bądź zostało zamordowanych skrytobójczo lub w więzieniach NKWD i UB, część wywieziono na Wschód, wielu skazano na kary pozbawienia wolności. W końcu lat 40-tych i na początku 50-tych ponad 250 tys. ludzi więziono i przetrzymywano w obozach pracy.

     Dobrze, że dzisiaj Ojczyzna spłaca dług swoim synom, że oddaje im to, co im się należy. Jednak często zdarza się, że wśród wielu wspaniałych nazwisk odnaleźć można i takie, które przynoszą tylko wstyd i hańbę. Są wśród „Żołnierzy wyklętych” również i ci, którzy byli donosicielami, czy zwykłymi bandytami. Żeby jednak tego typu przypadki nie miały miejsca, muszą o to zadbać zawodowi historycy. Jednak ci – głównie młodzi – jak wiadomo nie zawsze chcą być uczciwi, nie tylko wobec społeczeństwa, ale wobec samych siebie. Nie wiem, co nimi kieruje? Czy to jest zacietrzewienie, czy zwykła krótkowzroczność? A może po prostu brak dystansu do tego, co było 40, 50 czy 60 lat temu lub zwykła głupota... Z tym, niestety, nie da się wygrać...